Pada już trzeci dzień – śnieg o płatkach niesamowitych. Drogi nieprzejezdne, ogrody i podwórza zasypane całkiem. Piję herbatę i słyszę jak zmarznięty lód uderza o szybę wspomagany wiatrem. Spod białej płachty ledwo wychyla się czterdzieści tysięcy zielonych wierzchołków thuj, wyglądają jak żołnierskie hełmy, przyczajona dywizja marines za moim oknem.
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Gazetaliteracka.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.