Tak rozmyślam od pewnego wieczoru, że moje szczęście jest zielonego koloru (za W. Broniewskim) oraz o tym, jak dobrze czytać mnie, Polce, polską książkę – w żaden sposób nieprzetworzoną językowo, niezakonserwowaną przez tłumacza, tego trzeciego w trójkącie małżeńskim ja-autor-translator.
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Gazetaliteracka.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.