Wyszedłem ze starego budynku dworca. No, zresztą sam byłem ubrany jak dziewiętnastowieczny kawaler z dobrego domu: czarne ubranie, surdut, melonik i laska. Szedłem przez wybrukowane ulice, aż znalazłem się w dzielnicy biedaków. Tam w jakiejś klatce czy też przejściu się zatrzymałem, usiadłem na drewnianych schodach. Po chwili przysiadły się do mnie cztery pankówy. Ubrane w [...]
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Gazetaliteracka.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.