Archiwum Autora
Stoi tam z godzinę, albo dłużej. Fajka, fajka, ale stoi ostro. Czeka na niego, a ten w pracy, to jak ma wyjść? Nie wyjdzie przecież, bo szef go zjebie. Ponoć skurwysyn, ale jak nawet normalny, to i tak nie puści. Chyba to Karolkowi na rękę z resztą, wie co będzie jak tylko nogę wystawi. Ona [...]
Pada już trzeci dzień – śnieg o płatkach niesamowitych. Drogi nieprzejezdne, ogrody i podwórza zasypane całkiem. Piję herbatę i słyszę jak zmarznięty lód uderza o szybę wspomagany wiatrem. Spod białej płachty ledwo wychyla się czterdzieści tysięcy zielonych wierzchołków thuj, wyglądają jak żołnierskie hełmy, przyczajona dywizja marines za moim oknem.
A więc jesteś całkiem nieobecna. Właściwie – nie ma cię wcale, także i Twoja nieobecność jest czymś w rodzaju snu. Mimo to musisz mieć twarz, aby mnie zauważać. A jeżeli powietrze to Twój zapach, a ta nieobecność to właśnie woda, zimna, cierpka, ciemna?
Przynajmniej dziesięć jest typów pamięci człowieka, (a więc mogę pamiętać Cię na tyle sposobów?) zgrupowanych w trzy systemy; ultrakrótkotrwałą, któtkotrwałą i długotrwałą. Potencjalnie nieograniczona kusi, by ciągle patrzeć. Pamiętamy więc nasze osiemnaste urodziny, pierwszy pocałunek, pamiętamy bolesną wizytę u dentysty, czy stres przed rozłożeniem nóg u ginekologa.
Myśmy prawie wszystko lubili. Bo jak się z dworu przyszło, po całym dniu biegania, się jeść chciało, a nie marudzić. Co było. Ne narzekał nikt nadto. A jedzenie się układało sezonowo. Latem to babcia chleb kroiła i się maczało w mleku, albo we śmietanie i sypało cukrem. Jak truskawki były, to truskawki na wierzch, na [...]
„Na samym brzegu przepaści, a nawet na jej dnie, można wykonać gest pełen piękna”. Dworzec w Skierniewicach, jakim go dzisiaj widzimy, powstał w połowie XIX w. Już niedłuo potem zdobył sławę, kiedy imć Wokulski rzucił się był w tych okolicach pod pociąg Kolei Wiedeńskiej. Budynek zaczął jednak szybko podupadać, niszczeć, załamywać się, nieudane samobójstwo bohatera [...]
Dziś rano kopałem grób. Dół rano dzisiaj kopałem. Głęboki na metr, szeroki jak na psa. A pies całkiem sztywny, na szczęście kudłaty, więc nie trzeba go było dotykać bardziej. Skóry dźwigać, tylko za włosy na taczki, ciężki sukinkot niezmiernie. Leżał przy bramie Dąbrowskich. Potem za stodołę, pod jabłoń.[dziś po latach jabłoni nie ma już, na [...]
Nie miałem złudzeń co do własnej osoby, wiedziałem, że jestem rodzajem kaleki psychicznego, dla którego normalna egzystencja jest niedostępna, który musi szukać własnej drogi. Wrażliwość, wyobraźnia, kompleksy, lęki, obsesje prześladowały mnie tym silniej, im silniej były tajone. Witold Gombrowicz, List do brata Janusza
Dziś nie będzie zbyt wiele mówienia. Czasem trzeba inaczej, ciszej. W związku z tym poszedłem na spacer. I pierwszy raz od dawna zabrałem ze sobą aparat. Była jakaś odrobina ostatniego światła. Poszarpane powietrze, drzewa na granicy śmierci. Tak oto dzisiaj zamiast słów będzie kilka radosnych zdjęć. Weekend spędzam w łóżku, próbując usnąć tuż po każdym [...]
Nie rozmawiajmy już o tym. Nic Ci nie powiem, poza tym, że błądzę. I tak, pewnie jestem w błędzie, jak zawsze. Która to godzina, co? Miałem być teraz, właściwie gdzie? Niektórzy ludzie rozpoznają swoje człowieczeństwo przez jakąś glorię własnego cierpienia, „umieram więc jestem”, czy jakoś tak. Inni potrzebują to cierpienie zadawać, jakby to ból innych [...]