Przez kilkanaście tygodni wsłuchiwałam się w historię Reynevana rozpisaną na trzy pokaźnej grubości tomiska. Sapkowski, polski mistrz fantasy, nieoczekiwanie podarował swoim wielbicielom powieść, realizującą wytyczne gatunku mi najbardziej kojarzącego się z imć Zagłobą rubasznie przemykającym po kolejnych stronicach Sienkiewiczowskiej trylogii.